Od 1997 roku region Dachstein i wraz z nim miasto Hallstatt są na liście Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO jako jeden z zaledwie 20 obiektów światowego dziedzictwa kulturowego, którym nadano jednocześnie tytuł dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego.

Miasteczko zamieszkuje około 300 stałych mieszkańców a w sezonie odwiedza je codziennie nawet do 10 tysięcy osób. Byliśmy jednymi z tych odwiedzających, ale z racji, że było już po godzinie 17, nie odczuliśmy żadnego tłoku. Nie było też problemu z zaparkowaniem. Są tu do dyspozycji cztery parkingi - trzy w pobliżu centrum, które są często zajęte oraz czwarty parking oddalony o trzy kilometry od centrum. Wadą zwiedzania miasta o tej porze jest to, że jest ono w cieniu góry, więc zdjęcia nie wychodzą idealne.

Z parkingu P1 udajemy się najpierw na małą wysepkę na jeziorze, skąd ładnie widać otaczające jezioro góry.

Widać stąd również kolejkę Salzbergbahn kursującą na górę, skąd dochodzi się do kopalni soli. Badania tego miejsca pozwoliły na odkrycie podziemnego górnictwa z około 1500 roku p.n.e. Obecnie nie ma na świecie starszych dowodów na istnienie kopalni soli. Co więcej, znalezione na miejscu topory i kilofy z poroża jeleni sugerują, że w tym miejscu wydobywano sól od ponad 7000 lat.

Obok górnej stacji kolejki znajduje się platforma widokowa o głośnej nazwie Hallstatt Skywalk. Jest ona wysunięta 12 metrów od krawędzi stromego zbocza i znajduje się dokładnie 360 metrów nad dachami domów w Hallstatt. Niestety te dwie atrakcje odwiedzimy innym razem.

Idąc do centrum ulicą Seestraße mijamy ładne domy wciśnięte w niewielką przestrzeń między jeziorem a stromym zboczem. Wiele z nich ma na fasadach przyczepione gałęzie żywych drzew co jest bardzo ciekawym pomysłem na przyozdobienie domu.

W mieście są dwa kościoły: katolicki i protestancki. Ten drugi położony niżej jest, jak się mówi, „tak samo blisko nieba” dzięki swej wysokiej wieży, jak kościół katolicki stojący wysoko na zboczu.

Przy górnym kościele znajduje się niewielki cmentarz wraz z kaplicą, która stanowi niewielkie ossuarium. Jego początki sięgają XVI wieku. Na kościach zmarłych ułożono tu ponad 600 czaszek. Jest taka tradycja, że po około 30 latach po pogrzebie, kości są ekshumowane, bielone, a następnie dekorowane: imię osoby jest zwykle wypisywane na czole nad datą urodzenia i śmierci, ozdobione ciemnymi wiankami z liści dębu, bluszczu lub kwiatów. Ossuarium jest ewenementem na skalę światową, gdyż zachowały się w nim w całości kości całych pokoleń. Niestety nie mogliśmy go zwiedzić, gdyż jest czynne tylko do godziny 15:30.

Z ludzkimi szczątkami wiąże się jeszcze inny fakt. Otóż od XIX wieku, po odkryciach dokonanych na rozległych cmentarzyskach nad miastem, okres epoki żelaza od roku 800 p.n.e. do roku 405 p.n.e. nosi nazwę okresu halsztackiego.

Wreszcie docieramy do miejsca, z którego turyści wykonali miliony zdjęć i gdzie dość trudno zrobić komuś zdjęcie bez innych osób. To jeden z najczęściej fotografowanych widoków w Austrii. Nawet jest on na mojej papierowej mapie tego kraju.

W roku 2006 w Hallstatt kręcono południowokoreański serial, który stał się bardzo popularny na Dalekim Wschodzie, aż do tego stopnia, że w chińskim mieście Huizhou zbudowano w pełnej skali replikę Hallstatt za kwotę 900 milionów dolarów.

Do końca XIX wieku do Hallstatt można było dotrzeć tylko od strony jeziora lub pieszo wąskimi ścieżkami. Dopiero w roku 1875 otwarto drogę od północy, której budowa wymagała wielokrotnego wysadzania skał. Po latach pojawiła się propozycja aby drogę przedłużyć dalej na południe ale sprzeciwili się temu mieszkańcy i w roku 1958 doszło do pierwszego w Austrii referendum, w którym budowa drogi została odrzucona. W roku 1966 oddano do użytku podwójny tunel i dodatkowo otwarty parking. Jest przy nim wodospad, pod nim dachy domów a w oddali, po drugiej stronie jeziora widać Schloss Grub - niewielki, prywatny zamek.

W pobliżu parkingu, na którym stał nasz samochód, znajduje się Kalvarienbergkirche - barokowy kościół z 1711 roku, ufundowany wraz kaplicami Drogi Krzyżowej przez bezdzietne małżeństwo urzędników dworskich, które chciało mieć w nim miejsce swojego spoczynku. Kilka lat temu kościół był remontowany i aby przywrócić jego oryginalny wygląd zużyto 24 tysiące zakrzywionych gontów modrzewiowych.

Niewątpliwie mieszkańcy miasta żyją z turystów, ale mają ich też dość i nie ma się co dziwić, gdyż występuje tutaj zjawisko określone mianem overtourism. Szacuje się, że rocznie to miejsce może odwiedzać prawie milion ludzi. Są to głównie Azjaci, zwłaszcza z Chin. Stąd wprowadzono pewne graniczenia: każdy autokar przyjeżdża w godzinach ustalonych z lokalnym biurem turystycznym, nie może przebywać w mieście krócej niż 2,5 godziny i uiszcza opłatę 80 euro. Liczba przyjazdów jest równomiernie rozłożona w godzinach od 8 do 17 i ograniczona do 54 dziennie. W mieście rozwieszone są tablice przypominające turystom, że nie są w muzeum.

Dla nieautokarowych turystów ograniczeń nie ma, nie licząc braku miejsc na parkingach. My spędziliśmy w mieście prawie 2 godziny, za które parkometr policzył 8 euro.