Sirmione to miasto i półwysep o tej samej nazwie, który ma około 4 kilometrów długości. Historyczne centrum znajduje się na północnym końcu półwyspu. Jest to miejsce najliczniej odwiedzane spośród tych, które znajdują się nad Jeziorem Garda. Tylko tutaj musieliśmy się przeciskać wraz z innymi turystami spacerując po uliczkach miasta.

©Arne Müseler / www.arne-mueseler.com, CC BY-SA 3.0 DE, via Wikimedia Commons

Ale w godzinach porannych, tj. około 9, tłumów nie ma i nie ma też problemów z zaparkowaniem na najbliższym od starówki parkingu.

Pierwszą atrakcją, którą odwiedzamy jest zamek rodziny Della Scala (inaczej Scaligeri). Z nazwiskiem tym będziemy się spotykać jeszcze kilka razy, gdyż pozostałe zamki znajdujące się po wschodniej stronie jeziora również były ich własnością. Rodzina była niezmiernie bogata, chociażby z tego powodu, że przez 120 lat rządziła Weroną.

Zamek jest uważany za jeden z najbardziej kompletnych i najlepiej zachowanych zamków we Włoszech. Jest on otoczony z każdej strony przez wody jeziora, więc jest także rzadkim przykładem fortyfikacji na wodzie. Budowę twierdzy rozpoczęto w połowie XIII wieku na miejscu, gdzie jak się przypuszcza, wcześniej stały fortyfikacje z czasów rzymskich. Wschodnią część zamku stanowi dok otoczony wysokim murem. Obecnie wpływają do niego spore ryby, które można dostrzec ponieważ przejrzystość i czystość wód jeziora jest niesamowita.

Obronne mury zamku zakończone są blankami w kształcie jaskółczego ogona. Jest to cecha charakterystyczna zamków należących do Della Scala. Mury wokół doku takie nie są, co świadczy że zostały wybudowane później.

Największą atrakcją zamku jest jego główna wieża, która ma 47 metrów wysokości. Patrząc z niej na południe widzimy nasadę półwyspu i w oddali wieżę Torre di San Martino della Battaglia, na której byliśmy wczoraj.

Tuż przy zamku znajduje się Piazza Castello, który jest obsadzony palmami ładnie się prezentując, szczególnie wtedy, kiedy patrzy się na niego w wieży.

W kierunku północnym widoczna jest promenada po wschodniej stronie półwyspu, którą będziemy szli do kolejnych atrakcji miasta. Widać też wieżę zamykającą mur obronny. Jest przy niej miejsce zwane Kiss...please.

Spacerując wąskimi uliczkami starego miasta dochodzimy do kościoła Santa Maria della Neve. Jest on tak wciśnięty w zabudowę, że trudno jest zrobić zdjęcie. Świątynia została zbudowana w XV wieku z wykorzystaniem materiałów z poprzedniego kościoła, o którym wzmiankowano już w VIII wieku. W portyku, najbardziej na północ wysunięta kolumna jest kamieniem milowym z dedykacją dla cesarza rzymskiego Juliana Apostaty żyjącego w IV wieku.

Po obowiązkowym pocałunku przy znaku Kiss...please wychodzimy nad wodę, gdzie zaczyna się plaża Spiaggia del Prete a w oddali widać zaśnieżone Monte Baldo.

Docieramy do kolejnej, popularnej atrakcji Sirmione jaką są Grotte di Catullo czyli Groty Katullusa. Słowo groty wzięło się z Renesansu, kiedy tak określano starożytne ruiny porośnięte bujną zielenią. Imię Katullus nosił słynny rzymski poeta pochodzący z niedalekiej Werony. Z pewnością posiadał on w okolicy swoją rezydencję, gdyż wspomina o tym w swym dziele, ale nie ma pewności że była ona tutaj a nawet w ostatnich latach wśród badaczy pojawił się pogląd, że willę zbudowano po śmierci poety.

Willę zbudowano w I wieku ale, jak oceniają badacze, już w III wieku była opuszczona, a w kolejnym wieku jej konstrukcje zaczęto wstawiać w fortyfikacje półwyspu.

Willa ma plan prostokąta o wymiarach 167 x 105 m, zaś odsłonięty spod ziemi kompleks zajmuje około 2 hektarów. Aby budowla mogła stać na pochylonym terenie wykonano masywne podpory w kształcie łuków, dzisiaj dobrze widoczne.

Kondygnacja główna, w której mieszkał właściciel jest najbardziej zniszczona z tego względu, że była najbardziej dostępna dla istniejącego tutaj kamieniołomu. Lepiej zachowane są piętra pośrednie i dolne.

Po zachodniej stronie mamy okazję zobaczyć wielki kryptoportyk, w starożytności nazywany cryptoporticus. Było to zadaszone przejście, gdzie z jednej strony dach był podparty tylko kolumnami.

Miejsce, po którym możemy dziś spacerować jest przykładem najbardziej imponującej willi rzymskiej w północnych Włoszech. Istniejące wizualizacje willi uświadamiają na jakim poziomie technicznym i estetycznym wznoszono budowle dwa tysiące lat temu.

©Frank-Arne Knoth, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Będąc na ternie Museo Archeologico di Sirmione warto udać się na punkt widokowy. Dzięki temu, że znajduje się on na skale kilkadziesiąt metrów nad wodą, przy dobrej widoczności możemy dostrzec Monte Brione znajdujące się na drugim końcu jeziora odległym od nas 42 kilometry.

Na końcu półwyspu znajduje się plaża Jamaica Beach. Niewielka, bez piasku ale za to z bardzo czystą wodą.

W drodze powrotnej przechodzimy obok Villa di Maria Callas. Słynna śpiewaczka operowa mieszkała tu w latach 1952-1958, kiedy była żoną Giovana Battisty Meneghiniego, bogatego przemysłowca z Veronese. Uważała to miejsce za oazę spokoju, w której mogła się schronić, z dala od otaczającego ją rozgłosu. Sytuacja się zmieniła kiedy nawiązała romans z Arystotelesem Onasisem, czego skutkiem było orzeczenie separacji z Meneghinim. Obecnie willa jest podzielona na kilka niezależnych mieszkań i niektóre z nich można wynająć.

Przypadkowo natknęliśmy się na Giardino Grazia Deledda - malutki ogród z rzeźbami i pięknym widokiem na jezioro. Nic dziwnego, że miejsce to jest proponowane parom ślubnym na sesje zdjęciowe.

Warto pospacerować po klimatycznych uliczkach starego miasta.

Na koniec ostatnie spojrzenie na zamek. Jak widać turystów jest znacznie więcej niż rano.

W Sirmione spędziliśmy 5 godzin. Wracając na parking łatwo można przeoczyć kasy, gdyż umieszczono je tak, jakby nie były od tego parkingu. Znajdują się one przy głównej ulicy, bliżej zamku niż sam parking.